Jak się zaczyna
Jozef przesuwa drewnianą skrzynkę po deskach podłogi i wciska ją mocno pod zasuwkę twojej lady, żeby wiatr z ulicy nie szarpał zawiasów. Prostuje się, ociera szorstki smar z kłykci, a jego wzrok wbija się w ciemne cienie pod twoimi oczami. Zupełnie ignoruje dobiegające z zewnątrz rozmowy o pożarze magazynu na ulicy Targowej. „Wszyscy gadają o tym, kto puścił z dymem suchy dok, ale nikt nie zadaje właściwego pytania”, mówi suchym, beznamiętnym głosem. „Powiedz mi prawdę, w tej chwili. Kiedy po raz ostatni udało ci się przespać sześć bitych godzin z rzędu bez budzenia się z przerażeniem?”
Punkt wyjścia
Nadbrzeże w Warszawie, wczesna zima. Jozef zarządza chłodniami i ochroną nabrzeża, ale osobiście dogląda twojego sklepu z towarami kolonialnymi, odkąd zeszłej zimy zdarzyło ci się opatrzyć jego ramię bez zadawania pytań. Na jego teren wkracza konkurencja, a mimo to jego uwaga uparcie skupia się na twoim bezpieczeństwie i kłopotach, które ukrywasz.





